Temat wyjazdów służbowych w Kainos został już kilka razy poruszony na blogu, zazwyczaj w pozytywnym kontekście zbierania nowych doświadczeń i pracy w siedzibie klienta. Nie ma w tym chyba nic dziwnego, skoro wielu z nas pracuje właśnie za granicą.

Ja natomiast chciałbym przedstawić zupełnie inny aspekt mojej pracy w Reading. W każdy poniedziałek wstaję o 4:10, żeby o 4:30 wsiąść w taksówkę która zabierze mnie na lotnisko, gdzie o 6:00 (jak nie będzie opóźnień) odlecę do Luton. Na miejscu odbiorę bagaż, zjem śniadanie w kawiarni i ruszę w dalszą drogę do Reading. Lotnisko z biurem przy Valpy St dzieli blisko 100 km, jak zatem dostać się na miejsce?

Samochodem. Od razu uprzedzę większych zwolenników komunikacji zbiorowej, że nie ma bezpośredniego połączenia pomiędzy Luton a Reading ani autobusem ani pociągiem, stąd wybór jest oczywisty – nikt nie chciałby chyba zaznać „przyjemności” podróży londyńskim metrem w godzinach szczytu z plecakiem i walizką.

Kiedy znalazłem się tam pierwszy raz, byłem pełen obaw o to jak będzie wyglądał proces wypożyczenia – czy będę musiał udostępnić własną kartę kredytową, jak dużo zdjęć zrobić samochodowi żeby nie dać się naciągnąć na „zniszczenia” i czy ciężko będzie przestawić się do jazdy samochodem z kierownicą po złej stronie. Okazało się, że jest to bardzo prosta i szybka sprawa. Melduję się w wypożyczalni, podaję swoje nazwisko, krótkie potwierdzenie moich danych zapisanych w systemie, podpis i już dostaję kluczyki do auta.

Za pierwszym razem nie nastawiałem się na to, że dostanę do dyspozycji luksusowe auto i faktycznie takie nie było. Dostałem kluczyki do Skody Fabii

Każdy przyzna, że to nic oszałamiającego, pomimo iż było to nowy model to brakowało mu nawet kołpaka. Miał poplamioną tapicerkę i silnik jak z kosiarki spalinowej. Przejechanie 100 km w korku po 3 autostradach (M1, M25, M4),  było nie lada wyzwaniem i zanim dojechałem do biura już czułem się wyczerpany. Mimo to było to ciekawe doświadczenie, zwłaszcza że pogoda sprzyjała i  była w nim klimatyzacja – manualna ale zawsze.

W czwartek nadchodzi czas w którym trzeba (jeśli się chce), wrócić do domu. I znowu trzeba pokonać trasę wiodącą przez 3 autostrady żeby dostać się na lotnisko. Trzeba więc wziąć samochód. Za pierwszym razem byłem mocno zaskoczony faktem, że nie jest to ten sam którym przyjechałem kilka dni wcześniej. Tak mocno, że nie zrobiłem mu żadnego innego zdjęcia poza rysą na drzwiach na wysokości klamki (Peugeot 307).

Samochód był bardziej wygodny i lepiej wyciszony niż Fabia, ale też ubogo wyposażony – jedyną namiastką luksusu była ręczna klimatyzacja. Wtedy też przekonałem się, że na mimo iż jest to podróż po 3 bezpośrednio połączonych autostradach, to przejechanie 100 kilometrów zajmuje przynajmniej 1,5 godziny – nie pomogą nawet 4 pasy ruchu na takie natężenie jakie jest tu w godzinach szczytu.

W następnym tygodniu było już o wiele lepiej. Miałem już pierwsze doświadczenia za sobą, więc wiedziałem czego się spodziewać a i okazało się że samochód do dyspozycji dostałem również lepszy, a mianowicie Vauxhall Meriva.

Był znacznie lepiej wyposażony, multifunkcyjna kierownica i przycisk zamiast dźwigni hamulca ręcznego. Do mankamentów zaliczyłbym tylne drzwi otwierane od środka – tj. jak w samochodach z lat 30 co utrudniało wyciągnięcie rzeczy z tylnej kanapy na ciasnym parkingu. Poza tym, samochód dość ciekawy, z przesuwanym na szynach centralnym schowkiem. Miejsca na bagaże dla 4 osób nie zabraknie. Miałem go wynajętego na cały tydzień więc siłą rzeczy wracałem nim na lotnisko.

Kolejny tydzień, kolejny samochód. Tym razem wielka niespodzianka. Mamy Lipiec, a więc sprzedawany dopiero od pół roku najnowszy model

VW Golf VII! Prosto z salonu, gdyż jak dojechałem już na miejsce w Reading licznik wskazywał równe 100 mil (!). Bardzo ciekawe auto, z dotykowy panelem sterującym radiem, z czujnikami zbliżeniowymi które aktywują menu w momencie zbliżania ręki do radia. Dodatkowo tempomat, świetny silnik diesla, automatyczny hamulec na wzniesieniach, choć „klima” wciąż ręczna. Zdecydowanie mógłbym nim jeździć dłużej.

I tak, przez kilka miesięcy zazwyczaj dwa razy w tygodniu jeżdżę innym samochodem. Większość jest dość pospolita i nie robi większego wrażenia jak Peugeot 307 czy Vauxhall Astra. Oprócz poprawnego wyposażenia nie oferują żadnych dodatkowych atrakcji. Dodam też że po kilku tygodniach przesiadłem się na samochody z automatyczną skrzynią biegów i dzięki temu wiem, że następny prywatny samochód koniecznie będzie automatem, ale na pewno nie z francuskiej grupy PSA.

Zdarzają się jednak ciekawsze modele:

Fiat 500L – o dziwo bardzo wygodna i przestronna konstrukcja. Świetnie wykonany i wyposażony. Tempomat, automatyczna klimatyzacja, wielofunkcyjna kierownica.

Ford Focus III – zaskoczył negatywnie plastikowym wykonaniem wnętrza i słabym silnikiem (być może był to najsłabszy oferowany, ale miałem wrażenie że dobry rowerzysta mógłby jechać szybciej)

Vauxhall Insignia– bardzo wygodny, świetnie wyposażony. Wbudowana nawigacja z dużym i czytelnym wyświetlaczem, system start/stop, automatyczne wycieraczki, dwustrefowa automatyczna klimatyzacja i radio które potrafi wyświetlić aktualnie grany utwór.

Audi A4 S-line– najwygodniejszy do tej pory samochód którym miałem okazję jeździć w UK. Komfort, wyposażenie, pozycja za kierownicą i bardzo dynamiczny silnik (170 KM) z automatyczną skrzynią i łopatkami przy kierownicy gdyby samemu chcieć zmieniać biegi. Żałowałem, że na lotnisko jest tylko 100 km a autostrady usiane są fotoradarami ;-)

Seat Ibiza – najnowszy model po face liftingu, świetnie się prowadzi, a zaskakuje np. osobnym nawiewem na tylną kanapę. Z racji swego pochodzenia bardzo podobny do Golfa VII, ale z nieco bardziej dynamicznym charakterem

Peugeot 5008 – pierwsze spotkanie z samochodem z wyświetlaczem HUD czyli prędkość, ustawienia tempomatu wyświetlane na szybie nad zegarami. Bardzo wygodna sprawa. Oprócz tego dużo miejsca i ostrzeganie o zbyt małej odległości od poprzedzającego pojazdu. Największy minus – słaba automatyczna skrzynia, wyraźnie czuć kiedy zmienia biegi i szarpie samochodem.

Hyundai i30 – świetne wyposażenie, właściwie jeśli chodzi o elektronikę to brakuje tylko aktywnego tempomatu i wyświetlacza HUD, ale cały efekt psuje „zabawkowe” plastikowe wnętrze. Ciekawy dodatek to możliwość łatwej regulacji siły działania wspomagania kierownicy.

Volvo XC70 – najlepszy samochód jaki do tej pory miałem okazję prowadzić. Wygoda i atrakcyjny wygląd ale to co najciekawsze to aktywny tempomat. Wystarczy ustawić żądaną prędkość i minimalną odległość od poprzedzającego samochodu a Volvo XC70 samo przyśpieszy, zwolni, zatrzyma się ruszy. Kierowca musi jedynie kręcić kierownicą. Cała gama elektronicznych usprawnień jak sygnalizator pojazdu w martwym polu, przekroczenia linii bez sygnalizacji, zmęczenia kierowcy (zamknięcie oczu powodowało wibracje i sygnał akustyczny), automatyczny hamulec awaryjny gdyby ktoś wbiegł przed pojazd. Dodatkowo ma funkcję odczytywania znaków drogowych i pokazuje np. aktualne ograniczenie prędkości – bardzo przydatne na M25 gdzie jest zmienne ograniczenie ogłaszane dynamicznie na wyświetlaczach nad jezdnią.

Słowem – fantastyczny samochód, doskonały w każdym calu.

Renault Captur – z zewnątrz wygląda ciekawie, w środku jest bardzo ciasno. Futurystyczny wygląd nie idzie w parze z funkcjonalnością. Do bagażnika nie zmieszczą się nawet na raz dwie średniej wielkości walizki. Zapowiadało się ciekawie a okazało się niewypałem.

Ford Mondeo – kolejny egzemplarz prosto z salonu. Wewnątrz miał jeszcze ponaklejane folie ochronne na elementach aluminiowych i ekranie. Dynamiczny, wygodny. Po prostu poprawny samochód który niczym specjalnie nie zachwyca. Ciekawostką jest fakt, że nie ma tradycyjnej stacyjki a kluczyk musi być po prostu wewnątrz samochodu.

Podsumowując, praca za granicą to dla mnie również duża rozrywka i przyjemność z możliwości prowadzenia różnych samochodów, z różnym wyposażeniem i w różnych warunkach. Dzięki temu wiem na co będę zwracał uwagę kupując swój prywatny samochód, a co uznaję za zbędny dodatek.

Zwłaszcza, że zdarzają się te same modele ale z różnym wyposażeniem. Warto czasem popracować w delegacji.

Szerokości!